LOKALNY PORTAL INFORMACYJNY

Żagań, Żary, Szprotawa, Iłowa, Kożuchów i okolice.

Wojsko Żagań

Trzeci dzień zawodów

 

Żołnierze biorący udział w zawodach Strong Europe Tank Challenge 10 maja przez ponad dwanaście godzin, pokonując swoimi czołgami szlak ponad dziewięćdziesięciu kilometrów, zaliczyli kolejne cztery konkurencje.

Już o 7 rano cztery Leopardy 2A5 z 34 Brygady Kawalerii Pancernej wyruszyły na pierwszy punkt działania w rejonie skażonym. Zgodnie z przyjętym scenariuszem, żołnierze byli sprawdzani tam pod względem zachowania się w terenie skażonym oraz mieli za zadanie odholować „uszkodzony” drugi pojazd z plutonu.

Następna konkurencja składała się z dwóch elementów. Polacy otrzymali zadanie przemieszczenia się po nakazanej trasie, gdzie jeden z pojazdów został „uszkodzony”. Zadaniem żołnierzy było rozpięcie oraz spięcie gąsienicy czołgu, gdzie równocześnie pozostali mieli osłaniać swoich kolegów podczas „naprawy” gąsienicy oraz udzielić pomocy medycznej „poszkodowanym”. Polacy za tę konkurencję uzyskali maksymalną liczbę punktów, wykonując ją w najkrótszym czasie spośród wszystkich uczestników zawodów.

Trzecia konkurencja tego dnia była prawdziwym sprawdzianem umiejętności kierowców czołgów oraz zgrania załóg. Była to jazda czołgiem przez tor przeszkód, gdzie organizatorzy postawili wysoką poprzeczkę trudności. Przed startem zostały zaklejone kamery cofania oraz wszystkie wizjery, jakimi dysponują kierowcy czołgów. Pierwszy etap czołgi pokonywały jadąc do tyłu, gdzie „oczami” kierowców byli dowódcy oraz działonowi stający w wieżach czołgów i poprzez łączność radiową wskazywali kierowcy kierunek jazdy. Dodatkową trudnością było to, iż trasę należało pokonać slalomem omijając leżące na drodze przeszkody. Po pokonaniu pierwszego odcinka przeszkód należało obrócić czołg i jadąc przodem pokonać jeszcze dwa odcinki z przeszkodami oraz przejechać przez stojący na drodze wrak samochodu, co dodawało dodatkowe punkty. Zaliczeniem pierwszej połowy trasy było zaparkowanie tyłem czołgu w „garażu”. W tym momencie załogi mogły odsłonić kamery cofania oraz wizjery kierowcy i ruszyć w powrotną trasę. Teraz kierowcy widząc już trasę pokonywali dwa fragmenty z przeszkodami i ruszali na ostatni odcinek toru. Prowadzący pojazdy musieli na nim rozpędzić czołgi do prędkości ponad 30km/h, co było sprawdzane fotoradarem i zatrzymać się w jak najmniejszej odległości od ściany. Dodatkowo, aby utrudnić zadanie, przed ścianą rzucano świecę dymną by utrudnić kierowcom widoczność.

Ostatnim czwartym punktem było współdziałanie z artylerią, gdzie dowódca plutonu ze swojego czołgu znajdującego się na szczycie góry, dostał zadanie rażenia wskazanego i widocznego dla niego celu ogniem artylerii. Jego rolą było poprawne przeprowadzenie korespondencji radiowej z dowódcą baterii oraz poprzez system meldunkowy wskazać mu cel i poprzez radio kierować ogniem artylerii, tak aby trafiła we wskazany cel.

– Dzisiejsze konkurencje były dla nas prawdziwym wyzwaniem i źródłem cennych doświadczeń. Dzisiaj moi żołnierze i ja sam musieliśmy sprostać wyzwaniom obrony przed skażeniami, sprawdzić się w technice, udzielaniu pierwszej pomocy oraz koordynować działania artylerii. A tor przeszkód potwierdził jedno: załoga musi być jak jedno ciało. – mówił porucznik Piotr Hanysz, dowódca polskiego plutonu.

Tekst i zdjęcia: st.chor. Rafał Mniedło

%d bloggers like this: